Żona wypomina mi, co było kiedyś, chociaż się zmieniłem. Utknęliśmy w przeszłości.

Czas czytania: 2 minuty

Jak rozmawiać z ukochaną osobą, żeby zaufała ponownie?

Jak zostawić przeszłość i ruszyć do przodu?

Przyznaję, w przeszłości byłem dla niej okropny. Unieważniałem jej punkt widzenia, ignorowałem jej potrzeby: wiem to i sam przyznałem to przed moją żoną. Psychoterapeutka par powiedziała, że jak „uznam” ból żony z naszej przeszłości, wtedy poczuje ulgę i przestanie ciągle o tym mówić. Ale przecież ja się zmieniłem i już jej nawet powiedziałem o tym. Nie wiem, co mam jeszcze zrobić.

Jestem teraz lepszym partnerem. To takie uczucie, jakby żona nie dostrzegała pracy, jaką włożyłem w to, żeby się zmienić. Ona tego nie docenia i mówi: „zobaczymy, jak długo to potrwa”. Albo: „tak, wczoraj zachowywałeś się w miły sposób, byłeś prawdziwym wsparciem podczas obiadu u teściów. Ale w zeszłym roku…”
Ja nie mogę już tego słuchać. Co to znaczy, że mam „uznać jej ból z czasu, kiedy nie byłem jeszcze dobrym partnerem”? Przecież ja go uznaję, i dlatego się zmieniłem. Czy mimo to na zawsze będę miał opinię złego partnera i płacił za tamte błędy?

[ta i inne wypowiedzi na tym blogu są zmyślone, tak samo jak opisy przypadków]

Co to jest uznanie bólu z przeszłości? Jak to zrobić?

To krok w kierunku dojrzałości i świadomości przez przyznanie, że zachowywał_ś się krzywdząco w przeszłości, a teraz chcesz zachowywać się odpowiednio. Nie: „ale teraz już jest OK, więc przestań wspominać, co było”. Uznanie i uważnienie jej/jego diświadczenia wymaga stworzenia czasu i przestrzeni dla bólu, wręcz zaproszenie jej/go, żeby wyraził_, jak się czuł_, przez te miesiące lub lata, kiedy nieintencjonalnie zaniedbywał_ś ją emocjonalnie lub fizycznie. On_ potrzebuje się przekonać, że nie masz zamiaru ignorować tego, przez co przeszła, przeszedł. Potrzebuje Twojej szczerej ciekawości, jak to było być wtedy na jej/jego miejscu.

Czasem może Ci się wydawać, że jeśli pozwolisz mu, jej na opowiedzenie Waszej historii raz jeszcze i ekspresję tych wszystkich nieprzyjemnych uczuć, stanie się coś złego albo stracisz cierpliwość. To normalne. Jednak Twoje zadanie to przyjąć to wszystko do wiadomości i starać się zrozumieć, jak się czuła – tym razem nie biorąc tego do siebie i nie dodając słówka „ale”. Uprawomocnić jej emocje wokół tej sytuacji z empatią i bez ocen. To najszybsza droga, żebyście przez to przeszli i ruszyli do przodu.

freepik

Cokolwiek innego zrobisz, możliwe, że będziecie kręcić się w kółko i wracać do przeszłości.

Możesz powiedzieć żonie „wygląda na to, że mi nie ufasz. I to ma sens, skoro zostałaś zraniona przeze mnie„. Najlepsza droga do odzyskania zaufania to konsekwentne trzymanie się obranego kursu: uznawania jej perspektywy, potrzeb i bólu. Bycie cierpliwym. Bycie jej bezpiecznym miejscem na świecie, osobą, której może się wyżalić i nie być oceniana, pocieszana ani uciszana. To nie kara, to umożliwienie mu, jej przejście potrzebnego procesu odzyskiwania zaufania.

Jej [jego] złość jest zdrowa i oznacza, że jej nadal zależy. Nie znaczy, że krytyka, pogarda czy wyzwiska są OK, ale pozwalanie drugiej osobie na złość z powodu uprawnionego bólu, który nierozmyślnie spowodował_ś i wysłuchanie jej opowieści o tym – to droga do uzdrowienia Waszego związku i do uwolnienia Was od przeszłości.

A co, jeśli jej emocje są nieracjonalne?
Jej emocje po prostu są jakie są i należy je uznać. Może Ty w tej samej sytuacji czułbyś co innego. Ale ona czuje, co czuje i trudno, żeby udawała, że czuje coś innego.

2 komentarze do “Żona wypomina mi, co było kiedyś, chociaż się zmieniłem. Utknęliśmy w przeszłości.”

  1. Ile lat ma trwać takie uznawanie czyjegoś bolu, i co z moim bólem z powodu ciągłego wypominania, też go kiedyś uzna? Czy teraz latami będę pokutować za błędy z przeszłości, aż druga strona uzna że już się nauzalała.

    1. Można zapytać: kochanie, co właściwie musiałoby się wydarzyć, żebyś już odpuścił/a?
      Jeśli proces trwa długo i nic nie działa, warto zwrócić się do terapeutki / terapeuty par. Przedłużanie się stanu „użalania” może wydrenować związek i spowodować nowe urazy.

      Może też być tak, że potrzebna jest terapia indywidualna obu stron albo jednej ze stron. Której – nie ma odpowiedzi na to pytanie; po prostu tej, która jest gotowa pójść na terapię. Tu chciałabym też dodać, że efektem pójścia na terapię nie zawsze jest naprawa związku. Czasem jest rozstanie.
      Uważam też, że nie należy nikogo zmuszać ani usilnie namawiać na terapię. Jeśli myślisz: „on/a musi pójść na terapię, on/a musi się zmienić”, pod spodem może być ukryte: „nie chcę już być z tą osobą”.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry