…czyli jak określić swoje granice i odzyskać własne życie?
[wszystkie przykłady i opisane tu sytuacje oraz wypowiedzi są wyssane z palca;
nikomu nie opowiadam historii usłyszanych od uczestników terapii]


Dobrze zorganizowane granice
są warunkiem istnienia bezpiecznych relacji:
ustanawiają harmonijny
przepływ brania i dawania.
Jako dzieci znamy swoje granice
i potrafimy je zaznaczać
Nikt nie ma wątpliwości, że dziecko chce tego albo nie chce czegoś innego. Do pewnego wieku instynktownie określamy je i bronimy ich, jednak wynikiem konieczności (musisz w końcu pójść do kąpieli, nie możesz biegać po jezdni) albo wynikiem przemocy, jakiej doświadczamy w dzieciństwie (musisz pocałować wujka, musisz usiąść na kolanach babci bo inaczej będziesz złą dziewczynką i mamie będzie smutno) z czasem tracimy jasność co do tego gdzie są te granice, a czasem jeszcze jako dzieci dochodzimy do wniosku, że zaznaczanie swoich granic jest złe.
Chcąc być dobrą osobą uczymy się już w wieku przedszkolnym, jak ignorować własne granice i jak nie stawać po swojej stronie w nadziei bycia uznaną za dobrą dziewczynkę i dobrego chłopca. W wieku lat 14, a nawet 7 można być już tak sprawnym w ignorowaniu własnych potrzeb, że nawet można “zapomnieć” o ich istnieniu.
Czasem dziecko jest zaniedbane, bite, wyśmiewane, dorasta w alkoholowym domu albo jest “z dobrej rodziny”, ale wychowywane przez osoby z (nieterapeutyzowanym) zaburzeniem osobowości. Wtedy dbałość o granice jest zastąpiona u dziecka mechanizmem przetrwania. Czasami aby przetrwać dziecko musi wewnętrznie odciąć się od własnych potrzeb. Nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. To racjonalne, postawić na przetrwanie, kiedy jest się dzieckiem, i nie można tak po prostu się wyprowadzić.
Jednak kiedy już udało się dorosnąć i usamodzielnić, można się wyprowadzić od rodziców i odetchnąć z ulgą i wrócić do granic: do własnych i cudzych.
Granice to nie tylko asertywność i mówienie stanowczego „nie”:
Umiejętność stanowczego powiedzenia „nie” może być wczesnym etapem odkrywania, że nasze osobiste granice w ogóle istnieją i że można egzekwować od świata branie ich pod uwagę.
Asertywność to na przykład: „Nie, nie spotkam się z Tobą na kolację, bo muszę dokończyć pracę którą przyniosłam dziś do domu”.
Kto na zyskuje na asertywności? Na pewno nie nasza przyjaźń.
Ważne, żeby ten etap gorączkowego świętowania nowo nabytej umiejętności odmawiania płynnie przeszedł w następny, bardziej złożony, kiedy zauważamy, że inne osoby także mają granice, oraz że relacje między ludźmi są ważne i warto je pielęgnować. To komplikuje sprawę. Z tej perspektywy arogancja usilnej asertywności jest absurdem, ponieważ zamiast wspierać, działa na szkodę użytkownika.
Kursy asertywności1 zostały stworzone w kapitaliźmie, dla korporacji i służą kulturze zapierdolu2.
Granice natomiast są ludzkie, umożliwiają komunikację i tworzą wspólnotę. „Nie, nie wezmę pracy do domu, ale wykonam tę pracę jutro jako pierwszą rzecz w godzinach pracy, skoro jest pilna (a czas wolny spędzam dziś z moją przyjaciółką, mężem, dzieckiem)”.
Co przeszkadza w stawianiu granic?
Nie tylko “pamiątka z dzieciństwa” w postaci traumy złożonej. Winne są też nieadaptacyjne wzorce kulturowe. Również zwykła chęć dopasowania się i bycia lubianym lubianą. Chęć zaimponowania. To naturalne metody radzenia sobie z życiem wśród ludzi.
Żeby zacząć żyć ze zdrowymi granicami, pomyśl, że nie musisz być fajna i nie wszyscy muszą Cię lubić. Nie musisz być na siłę „męski” (cokolwiek to oznacza).
Czy potrafisz sobie wyobrazić, że ktoś nie uważa Cię za super osobę, a świat nadal się kręci?
A zresztą…. to złudzenie, że ktoś Cię znielubi albo będzie smutny, jeśli będziesz zaznaczać granice. Wiele osób doceni jasne komunikaty i brak konieczności domyślania się, czy coś jest dla Ciebie OK, czy nie jest.
Jeśli nie stawiasz granic, Twoi bliscy i znajomi są w trudnej sytuacji. Bo co zrobisz, kiedy ktoś nietrafnie się domyśli, gdzie one przebiegają? Przestaniesz się odzywać? Zaciśniesz zęby i będziesz udawac, że jest OK? Wywołasz kłótnię? Obrazisz się? Wierz mi, że każdy, kogo miał(a)byś tak potraktować wolałby wiedzieć wcześniej, że to czy tamto nie mieści się w Twoich granicach i dogadać to.
Bo w gruncie rzeczy granice nie są po to, by się komuś postawić, ale po to, żeby móc zadbać o trwałość i jakość więzi międzyludzkich.
Dorastaliśmy w systemie, który karał wykluczeniem i wstydem – czy to w rodzinie, szkole, czy szerszym kontekście społecznym – Twoje ciało nauczyło się, że granica oznacza odrzucenie. Że powiedzenie „nie” prowadzi do samotności.
Dlatego czasem reagujemy lękiem, gdy ktoś stawia nam granicę, i sami się wzbraniamy przed ich zaznaczaniem. Boimy się, że zranimy drugą osobę. Że przestaniemy być kochane kochani. Że zostaniemy same sami.
Jednak w rzeczywistości granice w relacji działają inaczej. Nie są aktem odwetu – są aktem troski o siebie i o drugą osobę. Ich celem nie jest pogorszenie związku, lecz jego ochrona. Granica mówi: „Chcę być z tobą w relacji i jeśli ta relacja ma trwać i być dla nas dobra, muszę to robić w sposób, który chroni nas oboje”.
Jeśli poznałaś granice przez pryzmat traumy – jako zagrożenie, stratę, porzucenie – Twoje ciało będzie najpierw reagowało lękiem. To naturalne.
Z czasem możesz nauczyć się nowego sposobu rozumienia granic i mówienia o nich.
3 reguły o stawianiu granic:
1. Granice powinny dotyczyć konkretnych działań (a nie przejściowych stanów lub emocji)
2. Granice powinny ograniczać posiadacza granicy (a nie drugą osobę)
3. Granice są bezwarunkowe (nie powinny być zależne od czegoś lub kogoś)
Przykład źle postawionej granicy:
lub
Ad. 1.
Ad. 2.
Ad. 3.
lub


Oczywiście w tym miejscu druga osoba może się zastanowić, co ona na to i określić swoją granicę, która zabrzmi na przykład tak:
To trudny komunikat. Wiele takich szczerych i odważnych komunikatów niestety spotyka się z reakcjami typu: “chyba żartujesz, mówisz tak tylko po to, żeby mi zrobić na złość” albo “acha, czyli jestem nieżyczliwa?” albo “chyba nie jestem dla Ciebie aż tak mało ważna?” albo “nie wiesz, co mówisz, jak się rozstaniemy będziesz nieszczęśliwy, ja mimo wszystko zostanę z Tobą i pokażę ci, na czym polega miłość i szczęście, przekonasz się”.
Każda z tych reakcji to wyparcie faktu, że skoro Ty nie przeżyjesz jego tańczącego z innymi, a dla niego taka wolność jest istotna, należy przynajmniej przyjrzeć się skrupulatnie, jakie Wasze potrzeby stoją za tymi dwoma stanowiskami (tu mogą pomóc mediacje NVC) i poszukać wzajemnego głębokiego zrozumienia i wtedy podjąć decyzję, co dalej, albo pomyśleć o rozstaniu.
Twoja bliska osoba naprawdę wie, gdzie przebiega jej granica. Kiedy mówi, że nie wyobraża sobie życia bez tańczenia / spotykania się z ludźmi, albo nie chce iść na terapię, albo nie zamierza przestać pić alkoholu, czy cokolwiek innego, weź jej słowa poważnie i podejmij na tej podstawie swoje decyzje.
Wiele opiera się na podmiotowym traktowaniu się wzajemnie.
Zaufaj sobie. Jeśli wiesz, że nie wytrzymasz ich widoku na parkiecie i nie masz zamiaru tego w sobie zmieniać, po prostu uznaj ten rozjazd między Waszymi granicami i nie udawaj, że „to się jakoś ułoży”. Nie. Nie ułoży się samo.
Jeśli wiesz, że nie wytrzymasz z nią /nim jeśli nie pójdzie na terapię, a ona /on nie chce na nią iść – podejmij na tej podstawie swoją decyzję.
Nie uda Ci się zmienić granic partnera, wmówić mu, że lubi tańczyć tylko z Tobą albo wysłać na terapię, żeby terapeuta mu wytłumaczył. Nota bene efektem terapii byc może byłoby rozstanie, kiedy partner uzna własne granice i zacznie je szanować, a Ty nadal będziesz w wyparciu i obwinianiu.
Możecie być ze sobą 30 lat i ścieranie się tych granic (o czymkolwiek to jest) nadal będzie Was oboje gniotło i bolało. I jeszcze raniło osoby dookoła.3
Nie jestem pewna, czy obchodzenie kolejnych rocznic trwania raniącego związku jest powodem do dumy.
Wobec wszystkich tak, ale nie wobec ukochanej
Często im bliższa osoba, tym wnoszenie granic trudniejsze.
Rozważ zatem, ile Cię kosztuje udawanie, że wszystko jest w porządku i naginanie się. Zamiatanie swoich potrzeb pod dywan. Albo awanturowanie się i odkrywanie potem, że tak naprawdę to nic się nie zmienia i masz ochotę zrobić kolejną awanturę o to samo. Taka huśtawka może zniszczyć Wam życie.
Inni dorośli … są dorośli, Twoja osoba partnerska też, i są w stanie sami zająć się swoimi emocjami i swoim życiem. Podmiotowe traktowanie to uznanie, że ta osoba, jaka by nie była, umie i ma prawo podejmować decyzje, również te, które nam się nie podobają. Ma prawo zrobić rzeczy, które nam się nie podobają.
Jeśli bez końca tłumaczysz, wysyłasz na terapię i czekasz na zmianę, ale w tej osobie to, co Ci przeszkadza wydaje się usztywnione, przyjmij, że to stały element jej osobowości i przestań z tym walczyć. Albo decydujesz się być z nim/nią takim jakim jest, albo nie jesteś w stanie, i wtedy warto to sobie jasno powiedzieć.
Ta osoba jest dorosła i ma prawo zrobić rzeczy, które sprawią, że trzeba będzie się rozejść, nawet jeśli w Tobie wywołuje to sprzeciw i rozdzierający ból.
[Oczywiście nie ma prawa stosować manipulacji, fizycznej, ekonomicznej, seksualnej przemocy, ale i to może się wydarzyć. Wtedy zamiast wymuszać deklaracje poprawy, uszanuj własne granice i odejdź. Nie szantażuj odejściem, tylko odejdź – już nie tylko dla granic, ale dla podstawowego bezpieczeństwa Twojego i ew. dzieci]
Ponieważ mamy wiele wzorców niepodmiotowego traktowania się wzajemnie i nazywania tego troską, przyjrzyjmy się; czym właściwie jest podmiotowe traktowanie?
W każdej sytuacji, w której myślisz, że wiesz lepiej od kogoś, co jest dla niej niego dobre, kto wcześniej wyraźnie nie upoważnił Cię do tego, traktujesz tę osobę przedmiotowo.
Są wyjątkowe sytuacje, w których oddajemy się w czyjeś ręce:
Jako małe dziecko jesteśmy zupełnie zależni od rodzica, a rodzice podejmują mnóstwo decyzji za dziecko, to naturalne.
Jako dorośli: w seksie SM, jeśli decydujemy się na rolę submisywną, w wojsku, kiedy wykonujemy rozkazy ufając, że stoi za nimi sensowne działanie na rzecz kraju, w szpitalu, kiedy chirurg robi nam operację.
W każdej z tych sytuacji świadomie poddajmy się kompetentnej osobie.
W innej sytuacji decydowanie za kogoś, ingerowanie w jego jej życie, usilne namawianie czy przedstawianie swojej narracji jest naruszeniem granic i traktowaniem niepodmiotowym.


Jak odróżnić granice od kontroli?
Z grubsza kiedy ktoś mówi o swojej granicy zaczyna od “ja”. Kiedy ktoś mówi by kontrolować, zaczyna od “ty”.
Na przykład:
Należy uważać, żeby granica nie przerodziła się w wieczny szantaż. Jeśli ta osoba pije, a Ty za każdym razem mówisz, że nie chcesz być z osobą pijącą alko, ale nie odchodzisz, to nie jest to granica, tylko marudzenie i próba szantażu. Jeśli to jest naprawdę Twoja granica, to w pewnym momencie przestajesz ostrzegać i faktycznie odchodzisz. I niech ten moment będzie raczej wcześniej niż później, bo im dłużej to trwa tym bardziej będziesz zniszczona.


Złość jako sygnał
Kiedy czujesz złość (niezależnie czy ją wyrażasz, czy nie), znaczy, że prawdopodobnie ktoś naruszył Twoje granice lub potraktował przedmiotowo. Zastanów się, jakie Twoje granice zostały naruszone i pomyśl, jak by wyglądało zaznaczenie ich.
Jeśli nigdy nie czujesz złości, albo czujesz, tylko ją tłumisz, to temat na psychoterapię indywidualną. Zaobserwuj czy nie wymieniasz złości na smutek, łzy, napięcie w ciele, wycofanie społeczne, złe myśli o sobie samej o sobie samym, akty autoagresji.
A kiedy widzisz kogoś zezłoszczonego, pomyśl: może jego granice zostały naruszone? Jak wtedy zmienia się Twoja reakcja na czyjąś złość?
Antyporadnik: jak naruszyć granice drugiej osoby?
- oceniaj
- ignoruj, co mówi
- zwracaj uwagę na jej wygląd i mów o tym
- mów, co powinna zrobić
- mów jej, co myśli i czego chce i potrzebuje
- przerywaj, kiedy mówi
- wiedz lepiej, co dla niej dobre i poinformuj ją o tym
- dotykaj, nawet jeśli nie reaguje na to pozytywnie
- uparcie patrz na nią mimo braku pozytywnej reakcji
- pisz, chociaż nie odpisuje
- zdecyduj o planach, które mają na nią wpływ bez konsultacji z nią
- i tak dalej….
Jak szanować granice innych:
- słuchaj aby zrozumieć
- powstrzymaj się od nieproszonych porad
- spróbuj wyobrazić sobie jak to jest być na jej miejscu
- utrzymuj równowagę w braniu i dawaniu, np. znajdź wspólny rytm inicjowania kontaktów między Wami
- zapytaj, czy ma teraz możliwość wysłuchania Cię, jeśli chcesz jej powiedzieć długą albo trudną w odbiorze historię
- i tak dalej…


Granice nie działają w teorii
Zrób pierwszy mały, malutki kroczek w kierunku uszanowania granic
a. swoich
b. granic innych ludzi.
Które jest dla Ciebie łatwiejsze: a czy b?
Jeśli jesteś w terapii: czy chcesz się bliżej przyjrzeć temu na swojej następnej sesji?


[wszystkie przykłady i opisane tu sytuacje oraz wypowiedzi są wyssane z palca;
sesje są poufne]
- W latach 90 kolejne moje koleżanki stykały się w pracy z modnym wówczas uczeniem się asertywności. Kiedy któraś z moich przyjaciółek ćwiczyła asertywność, nagle już nigdy nie mogła przyjechać do mojej dzielnicy, wszystkie spotkania musiały być u niej albo blisko jej domu, żeby było jej wygodnie. Albo: czy mogę powiesić kurtkę na Twoim krześle? Nie.
Po kilku latach w mojej warszawskiej psychoterapeutyczno-artystyczno-jogicznej bańce zaczęła być modna asertywność bardziej nowoczesna, czyli taka mniej arogancka, taka, która czasem mówi „nie”, ale czasem mówi również „tak”. Szczerze? Niewiele to zmieniło.
Ponieważ nawet ta „nowoczesna asertywność” nie bierze pod uwagę drugiego człowieka. ↩︎ - Kultura zapierdolu to określenie spopularyzowane przez socjolożkę Zofię Smełkę-Leszczyńską, autorkę książki „Cześć pracy. O kulturze zapierdolu”. Kult produktywności. To zjawisko społeczne, w którym praca jest traktowana jako najwyższa wartość i priorytet życiowy, a poświęcenie jej nadmiernej ilości czasu i energii, kosztem zdrowia, relacji i życia osobistego, staje się normą i miarą sukcesu [1] [2].
W tej kulturze intensywna praca pochłaniająca 12 i więcej godzin dziennie wymaga rezygnacji z czasu na odpoczynek, rodzinę i aktywności społeczne. Pracownicy poddawani są ciągłej presji samorealizacji przez pracę, demonstrowania jak wiele są w stanie poświęcić i fascynowania się tym, co robią zawodowo [1] [2]. System ten posługuje się mechanizmami agresywnymi dla ludzkiej psychiki, wykorzystując psychologiczne słabe punkty, takie jak potrzebę uznania czy lęk przed niepowodzeniem [3]. Długotrwałe funkcjonowanie w tym trybie prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych, w tym depresji, zaburzeń lękowych i zaniedbania podstawowych potrzeb fizjologicznych.
[1] „Kultura zapierdolu” prowadzi do wyzysku pracowników. ZofiaSmełka Leszczynska https://www.vogue.pl/a/kultura-zapierdolu-prowadzi-do-wyzysku-pracownikow-zofia-smelka-leszczynska-napisala-ksiazke-o-zjawisku
[2] Nie szukaj szczęścia w pracy. Rozmowa z Zofią Smełką Leszczyńską https://zwierciadlo.pl/psychologia/praca/552298,1,nie-szukaj-szczescia-w-pracy-rozmowa-z-zofia-smelka-leszczynska-autorka-ksiazki-czesc-pracy-o-kulturze-zapdolu.read
[3] Psychiczne androidy. Marta Niedźwiecka o kulturze zapierdolu https://smoglab.pl/psychiczne-androidy-marta-niedzwiecka-o-kulturze-zapierdolu/ ↩︎ - Jak to może ranić osoby dookoła? Należy zauważyć np. tę koleżankę, z którą on tańczył, i która została w napadzie złości zepchnięta z parkietu przez zazdrosną żonę. Koleżanka pewnie skręciła sobie wtedy kostkę a także przeżyła silny stres. Albo weźmy tego kolegę, z którym ona tańczyła, a który niebawem dostał fangę w nos od jej chłopaka. On też jest człowiekiem i też ma granice, które warto szanować. ↩︎
