Gdy na kolację chcesz spróbować innego rodzaju miłości. Refleksje po „Zaproszeniu” Oliwii Wild („The Invite”) z Penélope Cruz 

Czas czytania: 4 minuty

„Zaproszenie” Olivii Wilde to film, który opowiada o niekomfortowej kolacji między dwoma parami. Kolacji, która rozśmieszała nas do łez, i po ktorej czwórka biesiadników była głodna… i smutna. 

Film dotyka tematów relacyjnych, które są zazwyczaj tabu. Jest o stabilności związku, pragnieniu zmiany i tym, co dzieje się, gdy para w chybotliwym związku próbuje niemonogamii. Konsultantką psychologiczną filmu była Ester Perel. 

Penélope Cruz w roli Piny przynosi na ekran pewność siebie i filozofię, która zachęca do przekraczania granic konwencji. I tak jak Pina, wiele osób w praktyce terapeutycznej mówi „to tylko kwestia komunikacji” — niestety, emocje rzadko czytają instrukcję obsługi.

filmweb.pl

Co warto docenić w samym filmie

Nim przejdziemy do analizy, kilka słów o tym, co w tym obrazie działa naprawdę dobrze. „Zaproszenie” to jeden z tych rzadszych przypadków, gdzie komedio-dramat nie boi się milczenia. Napięcie budują spojrzenia, gesty i niedopowiedzenia. Wilde reżyseruje z cierpliwością kogoś, kto uczył się w teatrze i wie, że największe rzeczy dzieją się między kwestiami — akcja rozgrywa się niemal w całości w jednym mieszkaniu, a mimo to nuda nie zagląda do kadru ani na chwilę.

Muzyka Devonté Hynesa (znanego też jako Blood Orange) nie ilustruje emocji, tylko je dosmacza. Ścieżka dźwiękowa bywa ciepła dokładnie wtedy, gdy na ekranie jest najbardziej niezręcznie, i to napięcie między obrazem a dźwiękiem pokazuje złożoność i nieoczywistość sytuacji. 

Do tego dochodzą kadry, które z mieszkania czynią teatralną przestrzeń: ciasną, piękną, pełną znaczeń, gdzie pozycja ciała przy stole mówi więcej niż dialog. Sceny są plecione misternie i niebanalnie — żadna rozmowa nie jest tylko zwykłą wymianą, każda coś przesuwa. A przy tym jest to film, przy którym naprawdę często się śmiejemy. Szczerze, głośno, czasem wbrew sobie, bo humor jest tu inteligentny i w jakis sposób obnażający.

Dostajemy paliwo do bardzo ciekawych przemyśleń, uświadomień, rozmów ze znajomymi. Takich, które zaczynają się od „a widziałeś tę scenę?”, a kończą przy drugiej herbacie, kiedy ktoś nagle mówi o sobie coś, czego sam do tej pory nie wiedział.

Dlaczego porządek w środku jest ważniejszy niż zasady?

Wiele osób rozważających niemonogamię szuka najpierw zewnętrznych rozwiązań — nowych umów, list zasad, rozmów z innymi parami. Z perspektywy psychoterapeutycznej prawdziwa praca zaczyna się jednak gdzie indziej: wewnątrz istniejącego związku. Zanim związek zostanie otwarty, warto dojśc do takiej jakości relacji, w której obie osoby czują się bezpiecznie. Być może zadać sobie trudne pytania:

Czy potraficie rozmawiać o niezadowoleniu bez lęku przed utratą partnera?

Czy jesteście razem, ponieważ tego chcecie, czy z przyzwyczajenia? Bo są dzieci?

Film pokazuje jedną parę, której fundamenty pękają już przed przybyciem gości. Kolacja staje się lustrem, które odbija problemy widoczne dla wszystkich poza samymi uczestnikami. To bolesna prawda: relacja, która nie ma solidnego podłoża w formie zaufania i komunikacji, może runąć, gdy sąsiedzi przyjdą na kolację. Druga para także okazuje się mieć własne pęknięcia, a sposób, w jaki opuszczają kolację stawia pod znakiem zapytania dobre wrażenie, które zrobili wcześniej na gospodarzach.

Dlatego zamiast zaczynać od umowy o tym, na co pozwalasz, a na co nie, lepiej zacząć od odpowiedzi na pytanie: dlaczego chcesz to zrobić? 

Jeśli szukasz sposobu na naprawienie czegoś, co się rozsypuje — ta droga rzadko prowadzi do celu. I nie, nie zadziała to magicznie jak w serialach romantycznych, gdzie wszystko się potem wyjaśnia przy kieliszku wina, pozostają rany.

ONE Media Coverage
Zazdrość, która jest w życiu, a której nie ma w kinie

Ciekawe, jak bardzo „Zaproszenie” omija temat zazdrości. To istotny brak, ponieważ w rzeczywistej niemonogamii to właśnie ona często staje się najtrudniejszym wyzwaniem. Film prezentuje filozofię wolności jako coś naturalnego i prostego, ale w praktyce emocje rzadko są tak posłuszne logice. 

„Praktykujemy kompersję” jest zdaniem, które zawiera w sobie mnóstwo znaczeń, lekko mnie zadziwia. Dlaczego „praktykujemy”?   

W moich dotyczasowych lekturach o poliamorii kompersja była przedstawiana jako uczucie, które pojawia się, kiedy nie ma zazdrości, przeciwieństwo zazdrości, albo uczucie, które paradoksalnie może współistnieć z zazdrością (jak „dwa wilki”). Zwykle nacisk jest kładziony na to, ze nie mozna kompersji wymagać albo wymuszać, czy też wytrenować. Zastanawiam się, co Ester Perel miała na myśli. 

Rozumiem to tak, że mając za cel rozmontowanie w sobie mononormatywności osoba może „praktykować kompersję” świadomie szukając w sobie zalążków życzliwości i przyjemności odczuwanej wtedy, kiedy stałemu partnerowi jest dobrze z inną osobą. 

Zazdrość jest jednocześnie zbrukana, używana jako metoda zemsty lub walki, i sfetyszyzowana przez kulturę. W rzeczywistości sygnalizuje zwykłą potrzebę zabezpieczenia, lęk przed porzuceniem lub inne nienazwane potrzeby związkowe. 

Kiedy pomijamy ten temat, ryzykujemy ranienie siebie i innych. Nie mówienie o emocjach nie sprawia, że znikają — tylko gromadzą się w cieniu, czasem czekając na idealny moment, by wybuchnąć …podczas kolacji. Ale nie w tym filmie. Być może Oliwia uznała, że to byłoby zbyt wiele jak na jeden film. I może miała rację, bo film jest doskonały, a przecież nie ma obowiązku być podręcznikiem do niemonogamii, albo opisywać świat 1:1.

Święty graal: dobra komunikacja w związku

Pina reprezentuje światopogląd, w którym wolność seksualna i emocjonalna jest naturalną konsekwencją dobrej komunikacji w związku. Jej idee są przekonujące, dla kogoś mogą być irytujące, ale trudno z nimi dyskutować. Pina mówi zdaniami, mam wrażenie, napisanymi przez Ester Perel osobiście. Niektóre brzmią jak cytaty z jej książki.

Otwartość relacji może być piękna, głęboka i wzbogacająca, gdy obie strony wiedzą, dlaczego to robią, mają granice zamiast zbioru zakazów, i wiedzą na co są gotowe (nikt nie czuje jawnego albo podskórnego przymusu). Bez tego nawet najlepsza intencja nie uchroni przed uaktywnieniem się słabszych punktów związku. A praca nad sobą, cóż, rzadko jest tak fotogeniczna jak scena kolacji w malarstwie holenderskim.

Notka dla terapeutów: Jeśli jesteś pracujesz z klientami zainteresowanymi niemonogamią i gubisz się, klienci muszą Cię edukować o tym, jak działa poliamoria – prowadzę konsultacje specjalistyczne. Tematyka wymaga wiedzy, której nie znajdziesz w książkach. Podzielę się nią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry