Dlaczego ludzie tęsknią za „silną ręką”?
O tęsknocie za Królem
Dziwisz się, że znajomy nie oburza się na brutalne wydarzenia opisywane w mediach? Wręcz … wydaje ci się, że cieszy się z obrotu sprawy, chociaż rozmawiacie o bezprawnej ulicznej egzekucji, Twój znajomy uparcie nazywa ofiarę – terrorystą sprowadzając dyskusję do absurdu.
A może sam/a czujesz pewnego rodzaju satysfakcję, że ktoś zastosował przemoc? Może myślisz: „osoba zginęła, jakieś dziecko zostało porwane, kobieta urodziła dziecko wbrew swojej woli, to mnie nie dotyczy, świat kręci sie dalej, a za to teraz będzie porządek i to jest najważniejsze”?
Psychologia i socjologia znają ten syndrom. Ten tekst jest o tęsknocie za silnym przywódcą, który „wreszcie zrobi porządek”, nawet jeśli ceną jest cierpienie, śmierć, krzywda rodzin i dzieci oraz erozja demokracji.


Dlaczego ludzie tęsknią za okrutnym dyktatorem?
Dlaczego sama dominacja, bezduszność i siła sprawia, że niektórzy sami z siebie przyjmują wobec niej lojalną postawę i będą stawać w jej obronie, ignorując fakty? A może wręcz radykalizują się widząc jak brutalnie i bezprawnie działa władza?
Jak myślisz: czy w skali kraju pokazywanie siły, buty i przekraczania granic przyzwoitości przysporzy kandydatowi na prezydenta więcej zwolenników czy przeciwników?
Trudno w to uwierzyc, ale wiele osób chce podlegać butnym, agresywnym i nieobliczalnym przywódcom racjonalizując jakoś swój wybór.
Dlatego Twój znajomy mimo całego Twojego wysiłku, żeby go przekonać do swoich poglądów, tym bardziej głosuje na partie zapewniające rządy siły i przemocowe ustawy zamiast sensu, demokracji i sprawiedliwości.
Kiedy świat staje się nieprzewidywalny, skomplikowany i pełen sprzecznych narracji, wielu z nas czuje się przytłoczonych. Demokracja – ze swoją powolnością, sporami, kompromisami – potrafi frustrować. Trudno wytrzymać to, że nic nie jest czarno–białe, że „wszyscy się kłócą”, a zmiany zachodzą wolno.
W takim klimacie rodzi się marzenie: niech przyjdzie ktoś, kto „przestanie się cackać”, kto „weźmie to wszystko w karby”, kto zdejmie ze mnie ciężar myślenia, wyboru, odpowiedzialności. Kto będzie stawiajacym granice tatą, którego nie miałem w dzieciństwie. Ten ktoś nie będzie jednak tatą. Teraz już ma być Ojcem, Sędzią i Królem, ktory się nie cacka. Użyje siły, „ukróci patologie”, wskaże wrogów i obieca, że jeśli będę lojalna/lojalny – jestem po właściwej stronie. Uff… Będę bezpieczny. Będę bezpieczna. Reszta może poczekać.
To nie jest tylko polityka i brak myślenia krytycznego. To jest nierozwiązana trauma relacyjna.
Osobowość autorytarna – gdy obserwowanie przemocy daje ulgę
- silna potrzeba podporządkowania się „prawdziwemu” autorytetowi,
- agresja wobec grup uznanych za „wrogów” lub „gorszych”,
- sztywne trzymanie się tradycyjnych norm i hierarchii.
Takie osoby czują się bezpieczniej, gdy świat jest mocno uporządkowany: ktoś jest na górze, ktoś na dole, wiadomo, kto rządzi, a kto ma siedzieć cicho. Widok brutalności władzy wobec „tamtych” potrafi przynieść im paradoksalną ulgę: świat jest „nareszcie na swoim miejscu”. Przemoc nie jest wtedy czymś przerażającym – jest „przywracaniem porządku”.
Ludzie, którzy na widok przemocy aparatu państwa „zacierają ręce” i czują egzystencjalną ulgę, nie jest to przesadna metafora. To faktycznie tak działa: przemoc władzy może uspokajać czyjś lęk, jeśli wpisuje się w jego wewnętrzny obraz świata.
„Nie dyskutuj!”
Potrzeba prostych odpowiedzi: „chętnie poddam się, żeby ktoś zaprowadził porządek i decydował za mnie”
Drugi ważny mechanizm to potrzeba domknięcia: psychiczna ulga, kiedy z chaosu wyłania się jedno, jasne „tak/nie”, „nasi/oni”, „dobrzy/źli”. Niestety powoduje, że różnorodność perspektyw w społeczeństwie jest wtedy zastępowana przez społeczną polaryzację.
Demokracja jest męcząca, bo oferuje:
- wielość perspektyw
- dyskusję
- „to zależy”
- brak domknięcia


Czy to są zalety czy wady?
Dla osoby, która ma niski próg tolerancji na niepewność (być może z powodu trudnych doświadczeń z przeszłości albo dla niektórych typów osobowości), to może być nie do zniesienia. Wtedy silny przywódca jest jak tabletka na ból istnienia: „Nie muszę się zastanawiać. On już wie. On zdecyduje”. Ceną jest oddanie własnego wpływu, ale nagrodą – chwilowa ulga.
To trochę jak w toksycznym związku: ktoś, kto sam nie wierzy w swoje decyzje, może zakochać się w partnerze/partnerce „z żelaznymi zasadami”. Na początku to uspokaja. Dopiero później okazuje się więzieniem.
Usprawiedliwianie przemocy systemu: „może to musi tak być”
Psychologia od dawna opisuje tzw. osobowość autorytarną – wzorzec funkcjonowania, w którym kluczowe są trzy elementy:
Kolejna rzecz, którą można zaobserwować, to tendencja do usprawiedliwiania systemu władzy. Jeżeli przyznam, że system jest niesprawiedliwy, brutalny i krzywdzący, muszę zmierzyć się z trudnym pytaniem: a ja? Dlaczego nic nie robię? Czy ja w tym uczestniczę, skoro milczę?
Żeby uniknąć tego bólu, umysł robi coś bardzo ludzkiego: racjonalizuje,
czyli dorabia ideologię do faktów tak, żeby można było zachować dobre mniemanie o sobie
- „oni pewnie byli winni”,
- „przesadzają z tą demokracją”,
- „świat zawsze tak działał”, nie da się inaczej
- „przynajmniej ktoś zrobi z tym porządek”.
W ten sposób przemoc nie tylko przestaje boleć – ona zaczyna wydawać się czymś właściwym, niemal moralnym. To właśnie widać w frazie „wreszcie ktoś się nie pierdoli w tańcu”. W tle jest psychiczny mechanizm: jeśli nie chcę czuć bezradności i wstydu, łatwiej jest pokochać swojego oprawcę niż przyznać, że jestem wobec niego bezsilna/bezsilny.
Archetyp Króla i Ojca: tęsknota za kimś, kto „przyjdzie i uratuje”
Ta sytuacja dotyka też poziomu głębszych opowieści kulturowych. W wielu tradycjach religijnych i mitologicznych powtarza się motyw: przyjdzie Król, Ojciec, Zbawiciel, Bohater który:
- przywróci porządek upraszczając narrację,
- rozdzieli dobro od zła,
- ukarze „ich”, bo „oni” to zło, a my to dobro, „oni” są wszystkiemu winni
- da nadzieję i poczucie sensu.
„Królestwo Boże” brzmi zupełnie inaczej niż „Państwo Demokratyczne”. Królowi nie zadaje się pytań, i Król nikogo nie pyta – Król rozkazuje i Królowi się ufa bez ewaluacji. To jest właśnie archetyp: głęboka, nie do końca świadoma matryca, którą nosimy w psychice: małe dziecko zawierzające rodzicowi i głęboko wierzące, że otrzymuje w zamian bezpieczeństwo dla siebie.
Kiedy robi się trudno – ekonomicznie, społecznie, egzystencjalnie – ta niedojrzała, bezradna część psychiki tęskniąca za Ojcem się uruchamia: „niech wreszcie ktoś dorosły przyjdzie i się tym zajmie”. Jeśli masz takie myśli, powinna Ci się w tym miejscu zapalić czerwona lampka.
Jest to problem, gdyż tę tęsknotę zaczyna się projektować na konkretnych polityków. Wtedy ktoś realny dostaje w nasze ręce władzę absolutną – nie tylko nad państwem, ale nad naszym poczuciem sensu i bezpieczeństwa. Zarządza tym, co publiczne i prywatne, jest z nami nawet na randce, w łóżku i w gabinecie lekarskim. Tak powstają początki najokrutniejszych dyktatur i autorytaryzmów: za przyzwoleniem, a czasem nawet przecież z woli narodu.


Co możesz z tym zrobić jako osoba wrażliwa na przemoc?
Jeśli czytając takie teksty, czujesz:
- bezradność („to wszystko i tak zmierza w złą stronę”),
- złość („jak można się cieszyć z przemocy?”),
- lęk o przyszłość własną i swoich bliskich,
to są zdrowe, ludzkie reakcje, ta sytuacja jest nieznośna.
Ludzie nie da się posegregować na tych, którzy pragną rządów silnej ręki i tych, którzy chcą wspólnoty i troski. Wiele osób może mieć w sobie i kawałek osobowości autorytarnej i kawałek pragnący wspólnoty. W psychoterapii pracujemy z napięciem między potrzebą bezpieczeństwa a potrzebą autonomii, czyli między pragnieniem, żeby „ktoś mnie w końcu uratował”, a potrzebą sprawczości, by stanąć po swojej stronie, po cichu, konsekwentnie.
Każda zmiana polityczna, społeczna i systemowa zaczyna się w psychice pojedyńczego człowieka, a najlepiej zaczynać od własnej.
W gabinecie psychoterapii można się przyjrzeć:
- tej części swojej psychiki, która tęskni za „silną ręką” – być może ona pamięta chaos, przemoc, nieprzewidywalność z dzieciństwa i naprawdę boi się, że bez twardej kontroli świat się rozpadnie,
- tej części, która buntuje się wobec przemocy i milczenia – często jest nośnikiem Twoich wartości, wrażliwości i zdolności do empatii,
- Twojej własnej mocy sprawczej – nie jako rewolucji całego świata, ale jako odzyskiwaniu wpływu krok po kroku: w relacjach, w komunikowaniu granic, w wyborach życiowych, w tym, komu oddajesz głos i zaufanie.
Jeśli chcesz przyjrzeć się temu, jak te duże społeczne mechanizmy rezonują z Twoją osobistą historią, możesz o tym porozmawiać w bezpiecznej relacji terapeutycznej. To często moment, w którym zaczynamy rozumieć, czemu jedne formy władzy nas przerażają, inne dziwnie kuszą, a jeszcze inne wydają się „marzeniem o normalności”.
Pracuję z osobami, które chcą odzyskać sprawczość i wewnętrzny porządek bez oddawania siebie „silnym ludziom” na zewnątrz – czy to w systemach państwowych, czy to w rodzinie pochodzenia czy w związkach. Jest wiele par, w których opisany mechanizm działa na poziomie diady: np. ona terroryzująca go, a on się temu chętnie poddający (chociaż czasem ma dość), czy odwrotnie: on terroryzujący i ona ochoczo się mu poddająca (chociaż też czasem ma dość) – ten drugi typ jest dodatkowo wzmacniany przez patriarchat. I nie, nie chodzi mi o konsensualne zabawy w sypialni.
Jeśli czujesz, że ten tekst poruszył w Tobie coś ważnego, możesz potraktować to jako zaproszenie, żeby zrobić dla siebie kolejny mały, konkretny krok: przyjrzeć się swoim własnym tęsknotom za bezpieczeństwem, siłą i porządkiem w bezpiecznym, życzliwym kontakcie.
Kiedy rzeczywistość Cię przerasta, działaj w obszarach, na które masz wpływ.


