Monogamia a samotność. Czy partner może zastąpić społeczność?

Czas czytania: 13 minuty
freepik

O monogamii, własnym domu i sztuce życia wśród ludzi

Współczesna intymność ma swój charakterystyczny dźwięk: klik zamka w drzwiach. Wreszcie sami. Wreszcie „nasze”. Wreszcie własność i prywatność — to słowo działa jak obietnica, jak balsam, jak dowód, że życie ułożyło się „jak trzeba”. A jednak w tej samej prywatności rodzi się paradoks, który do niedawna uważaliśmy za wstydliwy: samotność w małżeństwie. Niby jest ktoś obok, niby wspólne łóżko, wakacje, wspólne rachunki, czasem wspólne dzieci, a jednak coś w środku trwa w stanie odłączenia: brak społecznego otoczenia. Brak sąsiadki, kuzyna, osób, które się zna i widzi prawie codziennie, brak spojrzeń, wymiany uwag, brak obiegu drobnych przysług, codziennych, drobnych przejawów troski, brak ludzi, którzy mogliby przejąć choć kawałek ciężaru — nie z grzeczności, tylko dlatego, że tak się robi, tak działa świat.¹

Łatwo wytłumaczyć tę samotność psychologią jednostki: stres, depresja, wypalenie, „zła komunikacja”. Po zastanowieniu można dostrzec, że samotność może wynikać z systemu, a nie być problemem pojedynczego człowieka. 

Bo to, co w naszej, euroamerykańskiej kulturze uchodzi za naturalne nie jest ani naturalne ani oczywiste:

– monogamia jako domyślna forma organizacji miłości,

– para jako podstawowa jednostka bezpieczeństwa,

– rodzina nuklearna zamknięta w swoich ścianach jako oczywisty horyzont. 

Jest historycznie i kulturowo specyficzne. Z naszą monogamią i zamknięciu się w mieszkaniach na kredyt jesteśmy …dziwaczni. Wybraliśmy model, który osłabia nas wewnętrznie i wobec wobec elit. To rozwiązanie, które świetnie współgra z własnością prywatną, nierównościami społecznymi, dziedziczeniem i niesprawiedliwym rynkiem mieszkaniowym.

Monogamia zamknięta w 4 ścianach nie jest jednak jedynym możliwym sposobem życia.²

freepik

Miłość w trybie „na wyłączność”

Współczesny ideał miłości działa jak kontrakt zaznaczoną na stałe rubryką: wyłączność. Wyłączność emocjonalna, seksualna, często także towarzyska — bo jeśli partner jest „całym moim światem”, to inne relacje automatycznie spadają do roli pobocznych dodatków lub są racjonowane jako zagrażające, czy tez uważane za działania złośliwe i nieuczciwe. Dlatego można usłyszeć czasem „spotkali się na kawę i sobie rozmawiali” – powiedziane z wyrzutem. Monogamia stwarza sytuację, w której, aby utrzymać małżeństwo musisz rezygnować z przyjaźni z osobami, które Twoja osoba małżeńska uważa za zagrożenie. Najczęściej – ze wszystkimi. Ten model jest tak powszechny, że przestaliśmy widzieć go jako ograniczanie, albo w ogóle jako model. Ograniczanie wolności towarzyskiej i społecznej partnera wydaje się naturalne, jak oddychanie.

Parę lat temu na szkoleniu z terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach siedziałam obok kolegi po fachu i dobrze nam się gadało. Na koniec mieliśmy wrażenie, że pogadałoby się jeszcze, więc zaproponowałam kawę, a kolega zgodził się od razu, chyba oboje mieliśmy nadzieję na wartościowe koleżeństwo. Jakiś czas później napisał, że jednak ta kawa nie dojdzie do skutku, bo jego żona się nie zgadza. Początkowo bardzo mnie to zdziwiło. I zezłościło. Jak to? Dlaczego jego żona w ogóle ma coś do powiedzenia w tej sprawie? Zakładając, że żyją w monogamii – przecież nie zaproponowałam mu randki, tylko zwykłe spotkanie, na którym mieliśmy rozmawiać o brugijskim modelu terapii systemowej.

Moja przyjaciółka w ogóle nie była zdziwiona. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że mój mąż i ja mamy nietypową, niepisaną umowę o traktowaniu się jak osoby dorosłe.

Wynika z tego, że jeśli umawiam się z koleżanką albo kolegą, nie pytam męża o zgodę, bo to moje życie i moje przyjaźnie. Umiem prowadzić własne życie z sensem i bez przekraczania granic zdrady, nie potrzebuję do tego mężowskiej kontroli. Po prostu mówię mu o tej kawie np. kiedy rozmawiamy przy kolacji, tak samo, jak mówię o tym, że jutro idę do lekarza. Czasem mówię po fakcie i to też jest OK. Nie widzę powodu, żeby traktować przejawy mojej żywotności społecznej jako zagrożenie dla naszego małżeństwa. Myślę, że konsekwencją myślenia o kontaktach społecznych jako o zagrożeniu musi być w końcu nakaz noszenia czadoru/kwefu/zasłony na całe ciało razem z twarzą i zakazu uczestniczenia w szkoleniach, rozmawiania z ludźmi (oprócz osoby małżeńskiej i dzieci) itp itd. To więzienie bez krat.

freepik

Dlatego widzę to inaczej: dopóki otacza mnie siatka przyjaciół i znajomych, toczę ciekawe dyskusje i się rozwijam, jestem zdrowa, bezpieczna, mogę być zdrowa, szczęśliwa, i jestem także atrakcyjną partnerką i żoną. A jeśli mój mąż poczułby zazdrość czy niepokój, szukałby rozwiązania w sobie, ewentualnie szukalibyśmy rozwiązania między nami (czy przekroczyłam nasze granice?). 

Ostatecznie moglibyśmy nawet się rozstać, ale z pewnością nie zakazywalibyśmy sobie nawzajem życia wśród ludzi.

Wiem, że mój model nie jest powszechny. Czasem muszę przełknąć sytuację odmowy spotkania z osobą, która mnie ciekawi. Muszę to jakoś przeżyć, że wartościowe koleżeństwo albo przyjaźń nie dojdzie do skutku dlatego, że…. no właśnie! Dlaczego?

Dlaczego, i po co system wykształcił obyczaj poświęcania wartościowych więzi społecznych na rzecz hermetycznych domów i małżeństw? Dlaczego żona mojego niedoszłego kolegi, która ma z nim dwoje małych dzieci i mieszkanie postawiła mu granicę w tym miejscu?

Badania Stephanie Coontz

Historycy i socjologowie rodziny twierdzą, że para nie zawsze była najważniejszym filarem życia. Stephanie Coontz wykazała, że współczesny ideał intymnego domu i romantycznego małżeństwa to konstrukcja nowoczesności: powstała w określonych warunkach ekonomicznych i politycznych, a jej formy, tak samo jak role kobiet i mężczyzn zmieniały się szybciej, niż chcielibyśmy przyznać.³ Kiedy mówimy o „tradycyjnej roli” kobiety czy mężczyzny w rodzinie, tak naprawdę mówimy o czymś, co istniało w ograniczonym miejscu i czasie. 

Dane globalne o małżeństwach i rozwodach też są pouczające: instytucje, które uważaliśmy za stałe, w wielu krajach przekształcają w ciągu zaledwie kilku dekad.⁴ Żaden model organizowania związków i opieki nad dziećmi nie jest oczywisty. Żaden nie jest uniwersalny ani korzystny zawsze i wszędzie. 

fot. Beata Blizińska

Dom, zasoby, ryzyko

Świat pary lub rodziny otaczają mury: ściany mieszkania, domu, granice działki. A w nich — zasoby, które trzeba utrzymać, ochronić, odziedziczyć. W takim świecie para staje się nie tylko wspólnotą wzajemnych uczuć, lecz także, a nawet przede wszystkim instytucją zarządzania ryzykiem: kto zapłaci ratę, kto pocieszy dziecko, kto zostanie w domu, jeśli ono zachoruje.

Nieprzypadkowo badania nad początkiem rolnictwa i życiem po Rewolucji Neolitycznej podkreślają rolę własności prywatnej i obrony posiadanych zasobów. Uprawy, zwierzęta, magazyny żywności oraz ziemia muszą mieć jednego właściciela, który o nie dba, w przeciwieństwie do zasobów łowiecko‑zbierackich, które po prostu są i nie wymagają doglądania. Zasoby naturalne przed Rewolucją Neolityczną wydawały się nieskończone (mimo, że minęło 10’000 lat niektórym zasoby naturalne do tej pory wydają się niewyczerpane).

Powstawanie własności prywatnej to proces równoległy do ogólnego procesu redukcji pozycji kobiet i zamknięcia ich w domach (oraz w związkach monogamicznych).

Çatalhöyük

To nie znaczy, że w neolicie patriarchat nastał wszędzie i zaprowadził monogamię. W Tybecie, na Haiti, w wielu innych miejscach naszej planety zachowały się społeczności żyjące w innym normatywnościach. Najnowsze dane archeogenetyczne z Çatalhöyük odkrywają społeczność osiadłą, w której linie żeńskie odgrywały przewodnią rolę w organizacji gospodarstw domowych, a dziewczyny bywały traktowane w rytuałach pogrzebowych bardziej prestiżowo niż chłopcy.⁵ 

W Çatalhöyük tworzono elastyczne związki oparte na współpracy. To formy relacji partnerskich, które priorytetowo traktowały przetrwanie grupy i ciągłość matrylinearnych linii rodzinnych, zamiast formalnej monogamii.​

turkishmuseums.com

Charakter relacji partnerskich

Mężczyźni często zmieniali domy po osiągnięciu dorosłości (wykazując większą zmienność genetyczną), podczas gdy kobiety pozostawały w rodzinnych budynkach – co sugeruje, że partnerstwa były matrylokalne i raczej rotacyjne, służące np. reprodukcji czy pracy zespołowej w rolnictwie i budownictwie. Innymi słowy mężowie byli albo dochodzący, mieszkając w domach swoich matek albo zamieszkiwali w domu żony – niekoniecznie na zawsze. 

W Çatalhöyük brak jest śladów organizowania rodziny wokół jednej, wyłącznej pary na całe życie. Ta matriarchalna osada prawdopodobnie praktykowała wg potrzeb seryjną monogamię lub wielopartnerstwo dostosowane płciowo do demografii osady.

Współpraca zamiast wyłączności

Związki w Çatalhöyük wydarzały się na tle sieci sąsiedzkich i rozszerzonych rodzin. Adopcja dzieci spoza linii genetycznej (wychowywanie dzieci w rodzinach zastępczych) oraz wspólna opieka nad potrzebującymi podkreślały kolektywną odpowiedzialność. Lojalność wobec członkiń rodziny po kądzieli przewyższała znaczenie pary, nawet, jeśli para miała dzieci. To elastyczne podejście wspierało egalitaryzm promując wymianę genów między domami.

Historia zatem jest wielowątkowa. Z naszej perspektywy ważne jest, że nowoczesne bezpieczeństwo zostało sprywatyzowane, a jego podstawą stał się dom i ściśle monogamiczna para. Ponieważ zamknięcie się w monogamii i oddzielenie od innych potencjalnie bliskich osób ścianami domu przeczy społecznym potrzebom ludzi i kompersji, trzeba było dodatkowego, wewnętrznego zabezpieczenia tego stanu rzeczy. Funkcję wewnętrznego strażnika tego patriarchalnego mono-systemu zaczęła pełnić specjalnie w tym celu zaprojektowana przez kulturę emocja: zazdrość.⁶

freepik

Zazdrość — strażniczka twierdzy

Zazdrość to zlepek przekonań i frustracji, złości, buntu oraz lęku. Czasem również agresji. Dokładna lista składników zazdrości zależy od osobowości i systemu przekonań.

Zazdrość zwykle opisujemy językiem moralnym jako „niedojrzałą”, „chorobliwą”, albo literacko nazywamy ją „zielonookim potworem” oddając jej wielką siłę. 

Czasem uznajemy osobę zazdrosną za ofiarę i uznajemy, że zazdrość jest cierpieniem i dowodem na wyrządzoną krzywdę. 

Zauważmy, że zazdrość jest też emocją funkcjonalną: mimo że nie istnieje jako emocja naturalna, jest mocno ugruntowanym konstruktem kulturowym. W wielu teoriach psychologicznych i ewolucyjnych traktowana jest jako sygnał zagrożenia relacji, który mobilizuje do jej ochrony.⁷

Badania sugerują, że zazdrość może być „skuteczna” w krótkiej perspektywie: osoby o wyższym poziomie zazdrości częściej deklarują wykrywanie niewierności partnera; zazdrość bywa też powiązana z zachowaniami ograniczającymi „swobodę flirtu” drugiej strony, czasem poprzez strach przed reakcją zazdrosnej osoby.⁸ To działa tak, jak działa płot z drutem kolczastym: odstrasza, ale też rani, ogranicza przepływ i zamyka świat od środka. 

Zazdrość romantyczna jest zjawiskiem złożonym i obarczonym kosztami: wiąże się z cierpieniem osoby zazdrosnej, konfliktami, wzmaga tendencję do kontrolowania, a bywa także wyzwalaczem przemocy partnerskiej i innych zagrożeń zdrowia.⁹

Zazdrość nie jest „błędem charakteru”: im więcej zależy od jednej relacji, tym ważniejsza jest funkcja zazdrości jako westalki – strażniczki ogniska domowego

Z tej perspektywy żona mojego kolegi zrobiła bardzo racjonalny krok ku zabezpieczeniu domu, małych dzieci i siebie w świecie, w którym przelotny afekt jej męża mógłby pozbawią i ją i dzieci spokojnego domu i dachu nad głową. 

Gdy jedna więź ma unieść wszystko

W kulturze pary centralnej życiowa stabilność jest wsparta na jednym filarze: małżeństwie. Jeśli ten się zawali — wali się cały dom, życia obu partnerów (dzieci mogą wyjść z traumą, ale mogą też przeżyć rozwód rodziców bez traumy, zależnie od tego, jak zachowują się rodzice).

Rozstania bywają doświadczeniem totalnym: nie tylko emocjonalnym, lecz logistycznym, ekonomicznym, tożsamościowym. W tym samym mechanizmie rodzi się samotność wewnątrz związku: kiedy partner ma być „wszystkim”, a sieć relacji dookoła jest rzadka, nawet drobna awaria kontaktu między dwojgiem ludzi urasta do rangi katastrofy, bo czujemy, że sufit może nam spaść na głowę. Nie sądzę, żeby pozbawianie osoby małżeńskiej możliwości posiadania kolegów i przyjaciółek faktycznie zabezpieczało przed rozpadem małżeństwa, jednak zazdrość ma inne zdanie w tej sprawie. 

freepik

Badania nad zdrowiem społecznym i medycyną populacyjną uderzają w tę nutę wyjątkowo mocno: meta‑analiza obejmująca setki tysięcy osób pokazuje, że jakość i ilość relacji społecznych wyraźnie wiążą się z niższym ryzykiem śmiertelności; innymi słowy, bycie „w sieci społecznej” jest czynnikiem ochronnym dla życia i zdrowia.¹⁰ A kolejna meta‑analiza wskazuje, że samotność i izolacja (obiektywna i subiektywna) podnoszą ryzyko przedwczesnej śmiertelności — co powinno nas skłonić do myślenia o więziach jak o zdrowym środowisku życia (a nie jak o dziwnych, przaśnych, wioskowych pomysłach, i nie jak o luksusie).¹¹

Jeśli dołożymy do tego wiedzę o przemianach sieci społecznych w warunkach integracji rynkowej, obraz się klaruje. W badaniu z Polski, opartym na analizie sieci około 2000 kobiet w 22 społecznościach wiejskich, wzrost integracji rynkowej wiązał się z mniejszą „gęstością pokrewieństwa” w sieciach — relacje stawały się mniej oparte na krewnych, a bardziej rozproszone.¹² Rynek organizuje sieci społeczne w sposób, który osłabia wsparcie, unieważnia relacje i skraca czas znajomości. Zupełnie czym innym jest więź z dziadkiem i babcią, którzy opiekują się w wnukami mieszkając niedaleko, a czym innym relacja dziecka z serią kolejnych zatrudnianych opiekunek, które pochodzą znikąd, a po wykonaniu pracy całkiem znikają z życia rodziny.

Podobny proces rozmontowywania sieci społecznych w kapitaliźmie odbywa się też na innych polach, np. na polu szukania partnera życiowego, w świecie sieci sąsiedzkich czy w osadzeniu w lokalnych punktach spotkań jak sklepy. Nie mamy już zawsze tej samej osoby za ladą, częściej za każdym razem widzimy inne osoby za kasą, więc nawet nie zwracamy już na nie uwagi i nie zatrzymujemy się, żeby wymienić kilka zdań.

Czy musimy porzucić monogamię?

Skoro monogamia sprzyja izolacji, to może należy ją porzucić? Kto próbował ten wie, że to nie takie proste. Co więcej byłoby jak odwrócenie plusa z minusem w spolaryzowanej cząsteczce. 

Na szczęście nie musimy porzucać monogamii, jeśli nie chcemy.

Badania wskazują trzeci kierunek: ludzie mogą funkcjonować w różnych strukturach relacyjnych, a ich poziom zadowolenia jest podobny, jeśli tylko są w takiej relacji (mono lub poli), w jakiej chcą być. Ważne jest, czy dana struktura jest spójna z potrzebami i warunkami życia danej osoby.

freepik

Badania nad konsensualną niemonogamią sugerują, że osoby żyjące w relacjach otwartych czy poliamorycznych są tak samo szczęśliwe i stabilne, jak osoby żyjące w związkach zamkniętych. Często różnice dotyczą nie tyle „jakości miłości”, ile sposobów komunikacji, negocjowania granic i rozwiązywania konfliktów.¹³ Poliamoria jest surową nauczycielką uważnej komunikacji, jasnego wyrażania potrzeb, pilnowania swoich granic (także rozróżnienia granic od kontroli) oraz jest szkołą nieporównywania się i nieoceniania.

Jednocześnie poliamoria niehierarchiczna czy też anarchia związkowa nie jest automatycznym wyjściem z porządku własności i pary. Wiele par otworzyło się, a mimo to… pozostało w istocie monogamicznymi.

W praktyce często bywa to monogamią plus: para pierwotna zachowuje kontrolę nad mieszkaniem, kalendarzem, świętami, wychowywaniem dzieci, decyzjami o przeprowadzkach, widzialnością społeczną, a inne relacje są zepchnięte na bok. Socjologiczne opisy rodzin poliamorycznych pokazują, że negocjowanie hierarchii i uprzywilejowania pary centralnej to jedno z kluczowych napięć takich układów.¹⁴

Pytanie „monogamia czy poliamoria?” może nic nie wnieść, tym bardziej, że poliamoria hierarchiczna z hegemoniczną parą w centrum zaprasza tylnymi drzwiami do polikuły kulturę monogamii i posesywności skazując uczestników na dyskomforty i konflikty. Wtedy mimo otwarcia związku… związek mentalnie nadal jest zamknięty, a współuczestnicy związku są traktowani przedmiotowo. 

Według mnie właściwsze pytanie brzmi: jak gęsta jest Twoja sieć społeczna?

Takich pytań można zadać wiele:

Jak dbasz o swoje relacje? Kto jest na bieżąco z tym, co się u Ciebie dzieje? Jeśli zmienisz pracę, czy ta osoba pozostanie blisko? Kto może do Ciebie zadzwonić o każdej porze? Ile osób w twoim życiu możesz nazwać „swoimi”? Ilu ludziom możesz powiedzieć prawdę? Czy twoje bezpieczeństwo emocjonalne i ekonomiczne spoczywa na jednej osobie, czy na wielu więziach? Kto ma klucze do Twojego mieszkania? Ilu dorosłych Twoje dziecko zna prywatnie, tak, żeby czuć się z nimi swobodnie i móc się do nich zwrócić o pomoc? Czy rodzina i miłość jest dla ciebie hermetycznym duetem, czy ekosystemem? Jeśli Twoja pierwszoplanowa relacja się rozpadnie, ilu dorosłych osób będzie z Tobą w codzienności? Ilu będzie na tyle blisko, żeby ból rozstania nie stał się jednocześnie bólem kompletnej samotności w świecie?

Wszyscy chcą, ale

Monogamia przestaje być „naturalnym prawem” i staje się jednym z możliwych rozwiązań — czasem dobrym, czasem bolesnym, często po prostu domyślnym, przewidzianym przez prawo i obyczaj.

Poliamoria (wielomęstwo, wielożeństwo, wielopartnerstwo) jest alternatywą wymagającą pracy emocjonalnej, morza komunikacji, jawności i renegocjacji przywilejów pary. Po drodze można doświadczyć przyjemnej kompersji, poczuć ulgę rozgryzienia własnej zazdrości, dokonać rewizji nieświadomych przekonań, rozszerzyć horyzonty i wziąć odpowiedzialności za własne uczucia, czyli dorosnąć. 

freepik

Wioska

Skoro ludzie marzą o wiosce, a gęste sieci rozwiązują współczesny problem ze zdrowiem i samotnością, dlaczego nadal zazdrośnie się izolujemy i pilnie strzeżemy swojej izolacji społecznej? Rzecz w tym, że chcemy „wioski”, ale nie chcemy być wieśniakami.

Zauważ, że życie w „wiosce” daje ogromny komfort i wsparcie, ale i wymaga wspierania innych, a czasem oddania kawałka swojego komfortu. Gęste sieci społeczne pozwalają zmniejszyć stawkę zazdrości, dopuszczać do głosu kompersję, usuwają przymus izolacji, wyzwalają nas z samotności wśród ludzi i podejrzliwości wobec obcych, bo otacza swoimi. Wymagają też przemyślenia wielu spraw od podstaw. Odpuszczenia lęku o to, czy starczy sił na pomaganie bliskim, czy starczy baterii społecznej na bycie dostępną/nym. Odpuszczenia pozy osoby samowystarczalnej. Czy mi też pomogą? Ale czy odważę się poprosić o pomoc… Jak to jest mieć krąg bliskich, na których można polegać.

Dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach.

Obietnica komfortu, intymności i bezpieczeństwa, która stała się więzieniem samotności.
Prawdziwe bezpieczeństwo i komfort nie bierze się ze zredukowania grona bliskich do jednej osoby partnerskiej. Bierze się z sieci osób bliższych i dalszych, która utrzyma nas, gdy stracimy równowagę.

Przekręcam zamek w drzwiach. Wybieram, otwieram. Jest grono, dla którego te drzwi są otwarte.

freepik

Przypisy:

  1. Robert D. Putnam, Bowling Alone: The Collapse and Revival of American Community. New York 2000 – analiza procesów rozpadu więzi sąsiedzkich i wspólnotowych w społeczeństwach zachodnich pod koniec XX wieku, ukazująca negatywny wpływ zaniku codziennych interakcji społecznych na poczucie osamotnienia jednostki.
  2. George P. Murdock, Ethnographic Atlas. Pittsburgh 1967 – klasyczne opracowanie antropologiczne; zestawienie tradycyjnych systemów małżeńskich w ponad 800 społeczeństwach preindustrialnych, w którym około 80–85% kultur dopuszcza wielopartnerstwo, co dowodzi, że monogamia jako domyślna forma organizacji związków jest zjawiskiem historycznie i kulturowo specyficznym, a nie normą gatunkową.
  3. Stephanie Coontz, Marriage, a History: How Love Conquered Marriage. New York 2005 – praca ukazująca, że współczesny ideał romantycznego małżeństwa i zamkniętej “prywatnej” rodziny nuklearnej ukształtował się dopiero w nowożytności na skutek zmian społeczno-ekonomicznych; historycznie role małżonków i formy życia rodzinnego były zmienne i dostosowane do warunków danej epoki i kultury.
  4. Bastian Herre, Veronika Samborska, Esteban Ortiz-Ospina, Max Roser, Marriages and Divorces (raport Our World in Data). Publikacja online, lipiec 2020 (ostatnia aktualizacja: luty 2025) – globalna analiza danych demograficznych pokazująca, że od połowy XX wieku instytucja małżeństwa uległa gwałtownym przemianom: maleje odsetek zawieranych małżeństw i rośnie średni wiek nowożeńców, a w wielu krajach coraz więcej dzieci rodzi się poza małżeństwem. Wiele zjawisk uznawanych za „tradycyjne” okazało się historycznie zmienne i podatne na szybkie przeobrażenia w ciągu zaledwie kilku dekad. [ourworldindata.org]
  5. Eren Yüncü, Ayça K. Doğu, Damla Kaptan, i in., Female lineages and changing kinship patterns in Neolithic Çatalhöyük. W: Science 388/2025, art. eadr2915 – badania archeogenetyczne z neolitycznej osady Çatalhöyük (ok. 7000–6000 p.n.e.) w Anatolii, które wykazały, że w przed-patriarchalnej społeczności osiadłej dominującą rolę w gospodarstwach domowych odgrywały kobiety, a relacje rodzinne miały charakter matrylinearny i matrylokalny (potomstwo najczęściej pozostawało w grupie krewnych po stronie matki, a mężczyźni zmieniali domostwa po osiągnięciu dorosłości). Z czasem struktura społeczna ulegała zmianom, lecz priorytetowe traktowanie więzi kobiecych i elastyczne formy partnerstwa oparte na współpracy przetrwały tam przez wiele pokoleń. [science.org]
  6. Jillian Deri, Love’s Refraction: Jealousy and Compersion in Queer Women’s Polyamorous Relationships. Toronto 2015 – pierwsza monografia naukowa poświęcona zagadnieniu kompersji, czyli odczuwania radości z faktu, że partner czerpie szczęście z relacji z kimś innym. Termin compersion został ukuty na początku lat 90. przez członków komuny Kerista w San Francisco i opisuje pozytywne emocje przeciwstawne zazdrości. Autorka omawia genezę tego pojęcia w społecznościach poliamorycznych oraz jego związek z empatią i komunikacją w związkach niemonogamicznych.

    There’s a word
    that once existed in the language, and has disappeared from it.
    You find it
    in Gilles Kepel’s book Enfant de Bohême.
    It’s the word „compersion”.
    Compersion
    is the emotion experienced
    when you get pleasure
    from the happiness of others.
    And it is perhaps not entirely
    by chance
    that this word
    has disappeared
    from our vocabulary.

Jest słowo,
które niegdyś w języku tkwiło,
a z niego wyparowało.
Odnajdziesz je
w książce Gillesa Kepela „Dziecko Cyganki”.
Słowo to „kompersja”.
Kompersja –
to uczucie, co raduje,
gdy cudze szczęście twoje serce grzeje.
I nie przypadkiem być może
to słowo
z naszego słownika przepadło.

[languagelo….upenn.edu]

  1. 7. David M. Buss, The Dangerous Passion: Why Jealousy Is as Necessary as Love and Sex. New York 2000 – psycholog ewolucyjny przedstawia koncepcję zazdrości jako specyficznej, uwarunkowanej kulturowo emocji pełniącej funkcję adaptacyjną. [researchgate.net]
  2. 8. Menelaos Apostolou, Adamantia Antonopoulou i in., Does Jealousy Protect People from Infidelity? Investigating the Interplay Between Romantic Jealousy, Personality and the Probability of Detecting Infidelity. W: Adaptive Human Behavior and Physiology 8(4)/2022, s. 444–462 – badanie empiryczne potwierdzające, że osoby o wyższym nasileniu zazdrości istotnie częściej wykrywają niewierność partnera. [researchgate.net]
  3. 9. David M. Buss, Todd K. Shackelford, From Vigilance to Violence: Mate Retention Tactics in Married Couples. W: Journal of Personality and Social Psychology 72(2)/1997, s. 346–361 – analiza zachowań wywołanych zazdrością w małżeństwach. [psypost.org]
  4. 10. Julianne Holt-Lunstad, Timothy B. Smith, J. Bradley Layton, Social Relationships and Mortality Risk: A Meta-analytic Review. W: PLoS Medicine 7(7)/2010, e1000316 – metaanaliza 148 badań z udziałem ponad 300 tysięcy osób, wykazująca że silne relacje społeczne znacząco zmniejszają ryzyko śmiertelności: osoby z bogatą siecią więzi żyją statystycznie dłużej i rzadziej zapadają na poważne choroby niż ludzie izolowani społecznie niezależnie od tego, czy osoba jest w związku, czy żyje sama. Efekt ten (wielkości porównywalnej z wpływem na zdrowie rzucenia palenia) potwierdza, że relacje z innymi pełnią kluczową rolę ochronną dla zdrowia fizycznego i psychicznego. [science.org]
  5. 11. Julianne Holt-Lunstad, Timothy B. Smith, Mark Baker i in., Loneliness and Social Isolation as Risk Factors for Mortality: A Meta-Analytic Review. W: Perspectives on Psychological Science 10(2)/2015, s. 227–237 – nowsza metaanaliza potwierdzająca, że zarówno obiektywna izolacja społeczna, jak i subiektywne poczucie samotności istotnie zwiększają ryzyko przedwczesnej śmierci. Skutki zdrowotne osamotnienia są porównywalne z czynnikami ryzyka takimi jak palenie tytoniu czy otyłość, co przesuwa problem samotności z prywatnej sfery emocji do kwestii zdrowia publicznego.
  6. 12. Heidi Colleran, Market Integration Reduces Kin Density in Women’s Ego-Networks in Rural Poland. W: Nature Communications 11/2020, art. 265 – badania antropologiczne (ponad 2000 kobiet z 22 polskich wsi) pokazujące, że postępująca integracja rynkowa prowadzi do rozluźnienia więzi rodzinnych i zmniejszenia „gęstości pokrewieństwa” w sieciach społecznych. W społecznościach wiejskich intensywny kontakt z rynkiem łączył się z zastępowaniem sieci krewniaczych przez bardziej rozproszone, nietrwałe relacje oparte na rynku, co osłabia tradycyjne wsparcie społeczne oferowane przez rodzinę wielopokoleniową i lokalną wspólnotę. [ourworldindata.org]
  7. 13. Emily E. Rubel, Tony Bogaert i in., Consensual Non-Monogamy: Psychological Well-Being and Relationship Quality Correlates. W: Journal of Sex Research 52(9)/2015, s. 961–982 – badanie porównawcze osób w związkach monogamicznych i otwartych (CNM) wskazujące, że poziom satysfakcji i szczęścia w relacji jest zbliżony, o ile ludzie żyją w preferowanym przez siebie typie związku monogamicznym lub niemonogamicznym. Różnice pojawiają się raczej w stylach komunikacji, negocjowania granic i rozwiązywania konfliktów – np. osoby poliamoryczne częściej praktykują otwartą komunikację i świadomie rozwijają umiejętność odczuwania „kompersji” (życzliwości wobec rozwijającego inne relacje partnera), co może przekładać się na podobny poziom stabilności i zadowolenia jak w tradycyjnych związkach monogamicznych. [link.springer.com]
  8. 14. Elisabeth Sheff, The Polyamorists Next Door: Inside Multiple-Partner Relationships and Families. Lanham 2014 – socjologiczne studium rodzin poliamorycznych (wielopartnerskich) w USA; autorka omawia m.in. kwestię hierarchii i „przywileju pary pierwotnej” (primary couple privilege) w układach niemonogamicznych. Negocjowanie ról oraz przywilejów pierwszoplanowej pary okazuje się jednym z głównych wyzwań strukturalnych w rodzinach poliamorycznych, a balansowanie między równością a hierarchią w związkach otwartych prowadzi do napięć i konfliktów. Mimo otwartości, mentalne wzorce monogamicznej posesywności mogą przenikać do relacji wielopartnerskich, jeśli nie zostaną świadomie przepracowane. Stabilność takich rodzin zależy od wzajemnej komunikacji, renegocjacji granic i budowania gęstej sieci wsparcia społecznego z udziałem wszystkich partnerów.

Lektury dla zaciekawionych:

1) Kristina C. Gordon, Donald H. Baucom, Douglas K. Snyder, Treating Infidelity: An Integrative Approach to Resolving Trauma and Promoting Forgiveness. W: Journal of Marital and Family Therapy 30(2)/2004, s. 213–231. Artykuł nie doczekał się oficjalnego polskiego tłumaczenia na polski. Jest cytowany w literaturze polskojęzycznej (np. w pracach Bogdana Wojciszke i innych publikacjach) pod oryginalnym tytułem lub w formie opisowej, takiej jak „Trzyetapowy model terapii par po zdradzie”; faza pierwsza to “impact” (łagodzenie kryzysu po ujawnieniu niewierności i stabilizacja emocjonalna partnerów, m.in. poprzez pełną szczerość i ograniczenie kontaktów z osobą trzecią), następnie faza “meaning” (analiza przyczyn zdrady, praca nad zrozumieniem jej znaczenia dla związku i nad naruszonym zaufaniem) oraz faza “moving on” (podejmowanie decyzji o przyszłości relacji, odbudowa zaufania i proces wybaczenia zdrady, postrzegany analogicznie do terapii traumy).

2) Christopher Ryan, Cacilda Jethá, Sex at Dawn: The Prehistoric Origins of Modern Sexuality (2010), polski tytuł „Na początku był seks”. Krytyka monogamii jako kulturowego konstruktora, oparta na dowodach antropologicznych, archeologicznych i biologicznych; model ewolucyjny seksu u przodków Homo sapiens zakładał wielopartnerstwo (poliamorię) jako normę przed neolitem, z podziałem na fazy: faza „przedrolnicza” (wspólne zasoby i swoboda seksualna w grupach łowiecko-zbierackich), faza „rolnicza” (przejście do własności prywatnej i kontroli reprodukcji) oraz faza „nowoczesna” (rekonstrukcja mitu monogamii jako „naturalnej”, z zaleceniami terapii akceptującej nie-monogamię).

3) Friedrich Engels, The Origin of the Family, Private Property and the State (1884), oryginał po niemiecku, polski tytuł „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa” – analiza historyczno-materialistyczna monogamii jako produktu stosunków klasowych; faza pierwsza to „dzikość i barbarzyństwo” (promiskuityzm i matriarchat w prymitywnych społecznościach), faza druga „barbarzyństwo wyższe i cywilizacja” (powstanie własności prywatnej i patriarchatu, gdzie monogamia kobiet służy dziedziczeniu majątku przez mężczyzn), faza trzecia „przyszła” (rewolucja socjalistyczna obalająca monogamię burżuazyjną, promująca równość płci i wolną miłość).

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry